Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podjął oczekiwaną od wielu tygodni decyzję dotyczącą wprowadzenia ceł importowych na wszystkie samochody i zagraniczne części wwożone do USA. Już od 3 kwietnia obowiązuje 25 proc. taryfa na importowane do Stanów Zjednoczonych samochody osobowe – sedany, SUV-y, crossovery, minivany i pojazdy dostawcze – oraz lekkie ciężarówki (np. pickupy – przyp. red.). Nowe taryfy obejmą od 3 maja 2025 roku również kluczowe części i komponenty do produkcji samochodów. Jak podaje agencja Reuters, na liście objętej podwyższonymi stawkami celnymi znalazło się blisko 150 kategorii części samochodowych – od głównych komponentów, takich jak silniki, skrzynie biegów czy akumulatory litowo-jonowe, po części eksploatacyjne, w tym opony, amortyzatory, przewody zapłonowe i hamulcowe. Co istotne, cła obejmą również komputery samochodowe, które – zgodnie z danymi amerykańskiego Urzędu Statystycznego – w 2024 roku stanowiły import o wartości 138,5 miliarda dolarów.
Jak podaje przytaczany już powyżej Reuters, wartość całkowitego importu pojazdów i części (bez komputerów) wyniosła w ubiegłym roku 459,6 miliarda dolarów. Jak wyjaśniają analitycy, dokładna wartość samych komputerów samochodowych pozostaje trudna do oszacowania ze względu na brak odrębnego kodu celnego dla tych komponentów. Skutki decyzji amerykańskiej administracji będą zatem potencjalnie bardzo dotkliwe dla europejskich producentów aut i części.
Na decyzję amerykańskiej administracji zareagowało już Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA). Przedstawiciele organizacji wyrazili „głębokie zaniepokojenie” narastającymi napięciami handlowymi między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi w związku z cłami nałożonymi przez administrację prezydenta Trumpa. ACEA podkreśliła znaczący wkład europejskich producentów w amerykańską gospodarkę, wskazując na utrzymywanie około pół miliona miejsc pracy w sektorze motoryzacyjnym oraz eksport ponad 750 tysięcy pojazdów do USA w 2024 roku.
Wzywamy naszych przywódców do pilnego spotkania, aby mogli znaleźć rozwiązanie wszelkich kwestii uniemożliwiających wolny i uczciwy handel między historycznymi sojusznikami i umożliwić ponowny rozkwit stosunków UE-USA.Sigrid de Vries, dyrektor generalna Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA).
Jak podkreśla Tomasz Bęben, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), decyzja Białego Domu o wprowadzeniu ceł to kolejne poważne wyzwanie dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego, w tym także dla polskich dostawców części i podzespołów.
Skutki tej decyzji oznaczają nie tylko trudności dla producentów samochodów, ale również realne zagrożenie dla całego łańcucha dostaw. Polska, będąca istotnym ogniwem tej branży, może doświadczyć tych zmian w sposób szczególnie dotkliwy. Problemy w sektorze motoryzacyjnym narastały już wcześniej. Europejscy producenci borykają się z wieloma wyzwaniami – kosztowną transformacją na zeroemisyjność, rosnącą konkurencją ze strony Chin, a także wzrastającymi kosztami energii, pracy i licznymi wymogami regulacyjnymi. Wprowadzenie dodatkowych barier handlowych to kolejny cios dla branży, która odpowiada za około 8% PKB Unii Europejskiej i stanowi fundament wielu gospodarek narodowych.Tomasz Bęben, prezes SDCM
Cła nałożone przez amerykańską administrację mogą poważnie uderzyć w działalność. wielu polskich przedsiębiorstw działających od lat w branży motoryzacyjnej.
Zapowiedź Donalda Trumpa dotycząca wprowadzenia ceł na importowane do USA samochody i części motoryzacyjne to sygnał alarmowy dla całego europejskiego sektora motoryzacyjnego. Choć Polska nie eksportuje dużej liczby gotowych pojazdów do Stanów Zjednoczonych, jest istotnym ogniwem w globalnych łańcuchach dostaw – dostarczając części i komponenty dla największych europejskich koncernów, które eksportują do USA.Elżbieta Jędrzejowska, właściciel i prezes zarządu spółki OLA PARTS, właściciel marki PMC Motorsport. Firma jest członkiem Polskiej Grupy Motoryzacyjnej
Według prezes Jędrzejowskiej, wprowadzenie ceł oznacza wzrost kosztów produkcji pojazdów trafiających na rynek amerykański, co obniży ich konkurencyjność. W efekcie może dojść do ograniczenia eksportu z Niemiec, Włoch czy Francji, co bezpośrednio uderzy również w polskich dostawców. Spadek zamówień, ograniczenie produkcji i wstrzymywanie inwestycji to realne ryzyko dla wielu firm działających w Polsce.
Rynek amerykański odpowiada za około 20% naszych obrotów, dlatego zapowiedzi wprowadzenia ceł mogą bezpośrednio przełożyć się na spadek zamówień i konieczność dostosowania strategii sprzedażowej. Segment motorsportu i tuningu jest wyjątkowo wrażliwy na zmiany cen – wzrost kosztów dla klienta końcowego może oznaczać odpływ zamówień do konkurencji lokalnej lub całkowitą rezygnację z zakupu.Elżbieta Jędrzejowska, właściciel i prezes zarządu spółki OLA PARTS, właściciel marki PMC Motorsport. Firma jest członkiem Polskiej Grupy Motoryzacyjnej
Nowe cła odbiją się także na cenach samochodów na rynku amerykańskim. Według prognozy ekspertów Goldman Sachs ceny aut wzrosną na tamtejszym rynku od 5 do 15 tys. USD, zależnie od marki i modelu.
W USA też mają kłopot
Nie tylko producenci z Europy, czy Azji poniosą koszty związane z wprowadzeniem wyższej daniny. W znacznym stopniu narażeni na nie są również rodzimi, amerykańscy wytwórcy samochodów, w tym tzw. Wielka Trójka.
W przypadku koncernu General Motors 45% samochodów sprzedawanych w USA jest produkowanych na rynku lokalnym, co oznacza, że reszta, czyli 55% może zostać objęte nowymi stawkami celnymi. W jeszcze trudniejszej sytuacji znajduje się konglomerat Stellantis. Francusko-włoski gigant ma w swym portfolio takie amerykańskie marki jak Chrysler, Jeep, Dodge i RAM. Poza Stanami (głównie w Kanadzie oraz Meksyku) produkowanych jest 73-75% samochodów sprzedawanych w USA. Ocenia się, że cła spowodują ograniczenie dochodu Stellantisa nawet o 75%. W lepszej sytuacji jest Ford, którego 80% aut sprzedawanych w USA jest tam produkowanych.
Na nowych cłach stracić może nawet Tesla, której 100% oferowanych w USA pojazdów pochodzi z lokalnych fabryk. Problem, który dotyka wszystkich producentów samochodów w Stanach, zasadza się bowiem na imporcie komponentów, części i akcesoriów. Gdy w maju w życie wejdą cła na tę grupę towarów, wzrosną ich cen (choć niekoniecznie od razu, firmy przygotowując się na tę sytuację gromadziły zapasy).
Kolejnym kłopotem, tym razem amerykańskich konsumentów, może być ograniczenie oferty zagranicznych samochodów. Ocenia się, że np. sprzedaż marek niemieckich w Stanach może zmniejszyć się od 25 do nawet 40%. Potencjalna strata Porsche (które nie ma fabryki w USA) może wynieść 10% przychodu. Dla odmiany, włoskie Ferrari zapowiedziało, że podniesie ceny niektórych swych modeli o 10%.
Spodziewane podwyżki cen samochodów mogą objąć nie tylko marki czy modele z importu. Niewykluczone, że koncerny posiadające fabryki w USA, chcąc zrównoważyć efekt podwyżek, obejmą nimi także auta produkowane lokalnie. W ten sposób koszty związane z cłami zostaną rozłożone równo na całą gamę oferowanych pojazdów, a firmy unikną wysokich podwyżek cen aut importowanych.
Ten protekcjonizm przyniesie tylko straty. Szczególnie ucierpią na tym konsumenci w Stanach Zjednoczonych, ponieważ wpływ dodatkowych ceł będzie odczuwalny bezpośrednio poprzez wzrost inflacji i mniejszy wybór produktów. Taryfy tego rodzaju zmniejszają również presję na innowacyjność amerykańskich firm, a tym samym osłabiają ich międzynarodową konkurencyjność w perspektywie średnioterminowej. Dotychczasowa polityka taryfowa prezydenta USA była również szeroko krytykowana przez dużą część amerykańskiego przemysłu.Hildegard Müller, prezes niemieckiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA).